Wojna 1939-1945 Armagedonem?

Autor: Włodzimierz Bednarski

Wojna 1939-1945 Armagedonem?

 

Od ludzi starszych wiekiem słyszałem wielokrotnie, że Świadkowie Jehowy w latach 1939-1945 oczekiwali na Armagedon i informacją o mającej nastąpić tej wojnie Bożej dzielili się nawet z ludźmi ze „świata”. Ponieważ w czasie wojny publikacje polskie ukazywały się nieregularnie, z opóźnieniem lub wcale nie pojawiały się, postanowiłem sprawdzić na podstawie późniejszych publikacji Towarzystwa Strażnica, czy takie rzeczywiście były oczekiwania jego głosicieli. Polska literatura Świadków Jehowy z okresu wojny jest dziś właściwie niedostępna, ale zacytujemy tu też fragment z broszury z 1939 r. (ed. ang. 1938 r.).

 

Wydaje się, że podczas wojny 1939-1945 zadziałał u Świadków Jehowy ten sam mechanizm oczekiwania na Armagedon jak podczas konfliktu w latach 1914-1918. Jedna ze znanych publikacji Towarzystwa Strażnica tak wspomina oczekiwaną wojnę Bożą w tamtych latach:

„Podczas I wojny światowej oddani Bogu badacze Biblii byli skłonni sądzić, że ten konflikt doprowadzi stopniowo do przepowiedzianej w Objawieniu 16:13-16 bitwy Armagedonu. Toteż zawieszenie broni i koniec wojny w listopadzie 1918 r. były dla nich niemałym zaskoczeniem!” („Życie wieczne w wolności synów Bożych” 1970 s. 229-30).

 

Tuż przed wybuchem wojny 1939-1945, ale zapewne już po aneksji Austrii, Towarzystwo Strażnica dało taką oto radę swoim głosicielom z klasy ziemskiej, dotyczącą małżeństwa i Armagedonu:

„Jonadabowie, którzy teraz myślą o zawarciu małżeństwa, uczynią, zdaje się lepiej, gdy poczekają parę lat, zanim ognista burza, burza Armagedonu przeminie, aby potem wejść w stosunki małżeńskie i korzystać z błogosławieństw, związanych z uczestnictwem w napełnianiu ziemi sprawiedliwymi dziećmi” („Spojrzyj faktom w oczy i poznaj jedyną drogę ucieczki” 1939 [ed. ang. 1938] s. 49; por. podobny tekst w „Nowy Dzień” Nr 61, 1939 s. 963, który zawiera słowa „kilka lat”).

 

Później pojawił się znany tekst prezesa Rutherforda (zm. 1942) dotyczący kongresu w 1941 r., gdy przemawiał już podczas wojny i wielu Świadków Jehowy, jeśli nie wszyscy, myśleli że jest to już ich ostatni kongres przed Armagedonem:

„Otrzymując podarunek [książkę pt. „Dzieci”] maszerujące dzieci przyciskały ją do siebie nie jak zabawkę, ale jako dostarczony przez Pana instrument do najbardziej efektywnej pracy w pozostałych miesiącach przed Armagedonem” (ang. Strażnica [The Watchtower] z 15 IX 1941 r. s. 288).

 

Czy rzeczywiście wspomniana powyżej książka pt. „Dzieci” (1941 r.) dawała tak rychłą nadzieję na Armagedon, jak podawała Strażnica? Oto kilka zdań z niej:

„To wskazuje, że Armagedon jest bardzo blisko” („Dzieci” 1941 s. 60).

 

„To poselstwo mówi też o dniu pomsty naszego Boga i zapowiada, że on jest bardzo blisko” („Dzieci” 1941 s. 84).

 

„Walka onego wielkiego dnia Boga Wszechmogącego, gdzie organizacja szatana ze wszelką złością będzie wytępiona, jest na czasie wybuchnięcia” („Dzieci” 1941 s. 89).

 

„Dzieci w młodym wieku jak też starsi (...) będą wkrótce widzieć ziemię oczyszczoną ze wszelkiej złości” („Dzieci” 1941 s. 113).

 

„Wszyscy inni teraz na ziemi żyjący w Armagedonie umrą” („Dzieci” 1941 s. 119).

 

R. Franz (ur. 1922), były członek Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy (do 1980 r.) wspomina, że między innymi choroba nowotworowa prezesa Rutherforda powodowała „silne pragnienie nastania ‘końca’ jeszcze za jego życia”, a podobnych wypowiedzi dotyczących Armagedonu było wiele w latach 1940-1941 („Kryzys Sumienia” R. Franz, 2006 s. 16-17). Jedną z nich też przytoczył, a pochodziła ona z kongresu z 1940 r.:

„może to być ostatnie zgromadzenie przed wybuchem wielkiego ucisku” (j/w. s. 12).

 

Inną wypowiedź tego typu odnotowała współczesna publikacja Towarzystwa Strażnica:

„Jednakże w roku 1939 wybuchła druga wojna światowa i wydawało się, iż nastał kres zgromadzania ‘wielkiej rzeszy’. Pamiętam, jak brat Rutherford rzekł do mnie [do F. Franza] pewnego dnia: ‘No cóż, wygląda na to, że «wielki lud» nie będzie w końcu aż tak wielki’. Nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy, jak ogromny napływ miał jeszcze nastąpić. (...) 8 stycznia 1942 roku umarł brat Rutherford, a prezesem Towarzystwa został na jego miejsce Nathan H. Knorr. Chociaż szalała druga wojna światowa, wygłosił latem 1942 roku przemówienie publiczne pt. ‘Pokój - czy może być trwały?’ Zmieniło ono nasz pogląd na najbliższą przyszłość” (Strażnica Rok CVIII [1987] Nr 18 s. 26).

 

We wrześniu 1942 r., nowy prezes N. Knorr (zm. 1977) podobno „odwołał” oczekiwany Armagedon! Było to na kongresie w USA, a więc daleko od działań wojennych, a wygłoszony wykład miał tytuł „Pokój - czy może być trwały?”. Materiał z niego został opublikowany po angielsku w tym samym roku w broszurze o takim samym tytule, ale niestety nie ukazało się jego polskie tłumaczenie (z powodu wojny?) i nie jesteśmy w stanie sprawdzić wiarygodności tego, co dziś mówi się o „odwołaniu” Armagedonu.

 

Co takiego wielkiego powiedział wtedy prezes Knorr, że dziś przywołuje się często tę publikację?

To, że wojna się skończy? Ale to każdy wiedział, że kiedyś przyjdzie jej kres.

To że Armagedonu nie będzie? Ale przecież nikt prócz Świadków Jehowy na niego nie oczekiwał, więc prezes zawód sprawił tylko swym głosicielom.

Mało tego, on wcześniej, zanim zmienił pogląd, bardzo rychło spodziewał się go. Oto jedno ze wspomnień z tamtego okresu:

„Od 10 czerwca 1940 brat Knorr był członkiem zarządu i wiceprezesem korporacji pensylwańskiej. Na prezesa obu towarzystw wybrano go dnia 13 stycznia 1942 roku. Został również prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego. J. L. Cantwell tak mówi o jego stosunku do dzieła: ‘W roku 1940 trwały ostre prześladowania, zamykano oddziały i dochodziło do wystąpień motłochu. Pewnej nocy pracowaliśmy w drukarni po godzinach. Urządzono ćwiczenia przeciwpożarowe, po których zwołano zebranie. Przewodniczył mu brat Knorr, mówiąc między innymi: «Wiem, że dzieło znajduje się w niełatwej sytuacji. Ale każdy z nas powinien pamiętać o jednym: Choćby jutro nastąpił Armagedon, chcemy, żeby drukarnia pracowała dziś przez całą noc»’.” („Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki. Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975” Nadarzyn, bez daty wydania, s. 92).

 

Nawet jeśli Towarzystwo Strażnica w 1942 r. zmieniło pogląd, że wojna się skończy, a Armagedon nie nastanie, to który ze Świadków Jehowy całej Europy czy reszty świata wiedział o tej zmianie? Najwyżej głosiciele z USA mogli być o tym poinformowani, a inni, zgodnie z wcześniejszymi naukami, oczekiwali i rozgłaszali nadal ludziom bliski ‘koniec’, aż do końca wojny. Przecież w jej trakcie literatura nie docierała do Świadków Jehowy tak ekspresowo jak dziś. W niektórych językach nie ukazywała się ona wcale!

Mało tego, jeśli funkcjonowały dwa rodzaje wypowiedzi (ta do września 1942 r. i ta po tej dacie), to której głosiciele mieli bardziej wierzyć? Obie pochodziły od prezesów Strażnicy. Bardziej pewne, że umęczonym wojną Świadkom Jehowy, bardziej odpowiadała ta wypowiedź, która dawała im nadzieję na bliski „nowy świat”, bez wojen po rychłym Armagedonie.

 

To, że Świadkowie Jehowy oczekiwali zapewne przez okres całej wojny na Armagedon, potwierdza wiele wypowiedzi z dzisiejszych publikacji Towarzystwa Strażnica, również wspomnień głosicieli. Oto one:

„Na początku roku 1942 pewne okoliczności skłoniły niektórych do wniosku, że dzieło świadczenia jest jakoby ukończone i że Armagedon nastał” (Strażnica Nr 19, 1950 s. 6).

 

„W roku 1942 objawił im przez Boże Pismo Święte, że II wojna światowa nie rozwinie się w ową kruszącą świat bitwę Armagedonu, ale że nastąpi pokój, czas powojenny” (Strażnica Nr 5, 1954 s. 8).

 

„Czy byłaś w Cleveland w roku 1942? Czy przypominasz sobie, jak tam mówiono o konieczności wysłania kaznodziejów do innych krajów? (...) Część naszej grupy została zaproszona do pierwszej klasy Szkoły Galaad, a my do drugiej. Zebraliśmy się jeszcze raz na pożegnanie i oczywiście myśleliśmy, że prawdopodobnie nie zobaczymy się już przed Armagedonem. Przykro nam było się rozstawać, ale radowaliśmy się z obietnic Jehowy” (Strażnica Nr 12, 1957 s. 18).

 

„Ale nawet druga wojna światowa nie przeistoczyła się w ‘wojnę wielkiego dnia Boga Wszechmocnego’ na polach Armagedonu, choć niejedni tego oczekiwali (Obj. 16:14-16, NW). Obecnie upłynęło już dwadzieścia pięć lat od zakończenia drugiej wojny światowej i nadal znajduje się na ziemi pewna część namaszczonego duchem ostatka, a bitwa Armagedonu jest jeszcze przed nami, wprawdzie teraz już bardzo blisko” (Strażnica Nr 12, 1970 s. 13).

 

„Trzy miesiące później, 22 sierpnia 1943 roku, zostaliśmy ochrzczeni na kongresie w Detroit (stan Michigan, USA). W owym czasie wielu z nas wierzyło, że Armagedon jest tuż, tuż (Apok. /Obj./ 16:14, 16, NP)” (Strażnica Rok CI [1980] Nr 9 s. 25).

 

„Następnie po napaści Japończyków na Pearl Harbor w roku 1941 do międzynarodowych zmagań włączyły się Stany Zjednoczone. Na całej ziemi spadły na Świadków Jehowy prześladowania z powodu przestrzegania chrześcijańskiej neutralności. W wielu krajach naszą działalność obłożono zakazem. W Stanach Zjednoczonych często atakował nas wzburzony motłoch, co było przejawem osobliwie pojmowanego patriotyzmu. Zdawało się nam, że ta wojna przejdzie już bezpośrednio w rozstrzygającą bitwę wielkiego dnia Boga Wszechmogącego, w Armagedon (Obj. 16:14-16). Dobrze pamiętam, jak niecierpliwie wyglądaliśmy tego dawno zapowiedzianego wydarzenia” (Strażnica Rok CV [1984] Nr 16 s. 25).

 

„Druga wojna światowa szalała już z całą zawziętością, gdy (...) prezes Towarzystwa Strażnica wygłosił przemówienie (...). Wykazał w nim na podstawie 17 rozdziału Księgi Objawienia, iż wbrew oczekiwaniom wielu ludzi druga wojna światowa nie przejdzie bezpośrednio w Armagedon...” (Strażnica Rok CVI [1985] Nr 20 s. 14).

 

„W okresie drugiej wojny światowej Ciało Kierownicze zrozumiało, że ‘wojna ta nie przerodzi się w Armagedon. Będzie musiała się zakończyć, po czym jeszcze nastanie okres pokoju’.” (Strażnica Nr 17, 1988 s. 23).

 

„W roku 1942 za przyczyną Boskiej opatrzności Świadkowie Jehowy otrzymali wyjaśnienie tej tajemnicy. Szalała druga wojna światowa i wielu sądziło, że w końcu przeobrazi się ona w Armagedon. Ale Jehowa myślał inaczej! Na Jego świadków czekało jeszcze dużo pracy!” (Strażnica Nr 8, 1989 s. 14).

 

„W owym czasie wielu sług Jehowy oczekiwało, że trwające zmagania zbrojne przeobrażą się w wojnę Bożą, czyli Armagedon, toteż ogromną ciekawość wzbudził tytuł przemówienia publicznego: ‘Pokój - czy będzie trwały?’” („Wspaniały finał Objawienia bliski!” 1993 s. 246).

 

„Wyrażając pogląd podzielany w tym czasie przez wielu Świadków Jehowy, brat Nel ostrzegł: ‘Uważaj, żeby Armagedon nie zastał cię w szkolnej ławce’. Ponieważ nie chciałem, by tak się stało, porzuciłem szkołę i dnia 1 stycznia 1945 roku podjąłem służbę pionierską” (Strażnica Nr 7, 1993 s. 20).

 

„W ostatnim dniu kongresu brat Knorr wygłosił przemówienie ‘Pokój - czy może być trwały?’ Na podstawie Księgi Objawienia 17:8 przedstawił przekonujące dowody, że szalejąca wówczas druga wojna światowa nie przekształci się w Armagedon, jak to sobie niektórzy wyobrażali, lecz że się skończy i na jakiś czas zapanuje pokój” („Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 93).

 

„W roku 1942 trwała druga wojna światowa i niektórzy się zastanawiali, czy przypadkiem dzieło głoszenia nie dobiega końca” („Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego” 1995 s. 262).

 

„Mieliśmy trochę oszczędności i wydawało nam się, iż z powodzeniem starczy ich do Armagedonu (Objawienie 16:14, 16). Zawsze myśleliśmy przecież, że jest on tuż, tuż. Dlatego gdy podejmowaliśmy służbę pionierską, zostawiliśmy dom i wszystko inne. W Baltimore pracowaliśmy od roku 1942 do 1947” (Strażnica Nr 15, 1998 s. 21).

 

„Podczas II wojny światowej Świadkowie z zachodniej Ukrainy przejściowo stracili łączność z organizacją i nie byli pewni, jaki kierunek należy obrać. Niektórzy myśleli, że wybuch wojny stanowi początek Armagedonu. Pogląd ten był przyczyną nieporozumień utrzymujących się przez jakiś czas wśród braci” („Rocznik Świadków Jehowy 2002” 2002 s. 143-144).

 

Pomimo, że powyższe poprzeplatane wypowiedzi pochodziły i od Towarzystwa Strażnica i od poszczególnych głosicieli, to widać z nich, że choć kierownictwo Armagedon niby odsunęło w czasie, to Świadkowie Jehowy nadal wierzyli w jego nastanie podczas wojny i to rozgłaszali.

Ale mamy też i z Polski oczekiwanie na Armagedon i to z okresu tuż przed końcem wojny:

„Mniej więcej w marcu 1945 roku dotarła do nas wiadomość, że nowym tekstem rocznym są słowa z Ewangelii według Mateusza 28:19 (...). Napełniło to nas radością i nadzieją, dotąd bowiem uważaliśmy, że wojna zakończy się Armagedonem” (Strażnica Nr 17, 2007 s. 11).

 

Spóźniona ‘neutralność’?

 

Wydaje się, że Towarzystwo Strażnica tak samo spóźniło się z ogłoszeniem tego, że Armagedon nie wybuchnie podczas wojny, jak spóźniło się z obwieszczeniem swej neutralności, którego dokonano 1 listopada 1939 r. (!):

„Rozważmy na przykład kwestię neutralności. Szczególnie jasna struga padła na to zagadnienie w artykule pod tytułem ‘Neutralność’, opublikowanym w angielskim wydaniu Strażnicy z 1 listopada 1939 roku. Ukazał się on naprawdę w stosownym czasie - tuż po wybuchu drugiej wojny światowej! Wyjaśnił, czym jest neutralność, oraz wskazał, że chrześcijanom nie wolno się angażować w sprawy polityczne ani konflikty między państwami...” (Strażnica Nr 10, 1995 s. 23).

 

Po tym stanowisku Strażnicy można by zapytać, w którym miesiącu czy roku wojny ta informacja dotarła do innych krajów, np. do Świadków Jehowy w Polsce? Czy znów wielu z nich nie postąpiło jak uczono przed 1939 r., gdy wolno było im brać udział w pierwszej wojnie światowej, o czym mówi wiele publikacji (patrz poniżej). Ale odpowiedzi na te pytanie udziela nam Towarzystwo Strażnica, które mówi, że polscy głosiciele dowiedzieli się (czy wszyscy?) o neutralności 1 stycznia 1940 r. (!), a więc gdy już cały kraj był opanowany przez okupantów:

„Jednakże aż do roku 1939 nie pojmowali w pełni, na czym polega chrześcijańska neutralność (zobacz wydanie angielskie Strażnicy z 1 listopada 1939 roku lub wydanie polskie z 1 stycznia 1940 roku)” (Strażnica Nr 9, 1994 s. 25).

 

Oto zaś wcześniejsza postawa głosicieli Towarzystwa Strażnica, zanim dowiedzieli się o ‘neutralności’ ogłoszonej w listopadzie 1939 r.:

„w roku 1918 zostałem powołany do służby wojskowej. W tym czasie nie mieliśmy jeszcze jasnego zrozumienia w kwestii obowiązków chrześcijanina wobec ‘władz zwierzchnich’, toteż przyjąłem służbę w ograniczonym zakresie (...) Przydzielono mnie do poczty wojskowej...” (Strażnica Nr 6, 1970 s. 19).

 

„nie wszyscy bracia zachowali chrześcijańską neutralność wobec spraw tego świata. Pokaźna liczba braci służyła w wojsku i walczyła na froncie. Inni nie chcieli służyć z bronią w ręku, ale zgadzali się działać w charakterze sanitariuszy” („Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych” 1975 s. 9).

 

„Jednakże wielu członków ostatka w gruncie rzeczy uległo naciskowi ze strony świata i zaniedbało wypełniania obowiązków przedstawicieli ludu wybranego wyprowadzonego ze światowego systemu rzeczy. Nie widzieli wtedy potrzeby zachowania absolutnej neutralności w konfliktach tego świata i w pewnej mierze ściągnęli na siebie winę krwi, tak iż przejściowo zasługiwali również na ‘gniew’ Boży” (Strażnica Rok CVII [1986] Nr 16 s. 23-24).

 

„Pod koniec pierwszej wojny światowej niektórzy Badacze Pisma Świętego, jak wówczas nazywano Świadków, nie zachowali całkowicie neutralnej postawy wobec poczynań świata” (Strażnica Nr 8, 1995 s. 18).

 

„Na podstawie tego wersetu [Rz 13:1] uważali, że jeśli w czasie wojny chrześcijanin zostanie powołany do wojska, to jest zobowiązany włożyć mundur, wziąć karabin na ramię i pójść na front do okopów. A ponieważ nie może zabijać bliźnich, więc w ostateczności - jak sądzili - będzie zmuszony strzelać w powietrze” (Strażnica Nr 10, 1995 s. 21-22).

 

„Otóż przed rokiem 1919 sługom Jehowy trochę brakowało gorliwości. Podczas pierwszej wojny światowej nie zachowywali całkowicie neutralnej postawy i bardziej byli skłonni naśladować człowieka niż swego Króla, Jezusa Chrystusa” (Strażnica Nr 1, 1996 s. 19).

 

„Niektórzy zrozumieli, że chodzi o całkowite podporządkowanie się władzom, toteż podczas pierwszej wojny światowej zgodzili się nawet na pełnienie służby wojskowej. (...) Najwyraźniej potrzebne było lepsze zrozumienie tego, co dla chrześcijan oznacza podporządkowanie się władzom zwierzchnim” (Strażnica Nr 9, 1996 s. 13).

 


Powrót do strony głównej
Opracował: Piotr Andryszczak
© 2007-2019